FANDOM


Dragoniar wydając nieartykułowane dźwięki usiadł, a właściwie przewrócił się w tył. Cały był poobijany. Na szczęście, nikogo za nim nie było. Wiedział, że będzie miał kłopoty. Całkiem spore. Rynalina podniosła się, otrzepała się nieco, a następnie wzięła pustą butelkę po oranżadzie.

- Tylko ją oddaj - Dysortograf nie zaprzestając picia kolejnej butelki upomniał Rynalinę.

- Jak myślisz, co teraz zrobię? - Rynalina przysunęła się do Dragoniara dzierżąc butelkę w ręce.

- Ymmm.... sprzedasz butelkę w skupie? - Drago nie będąc pewien odpowiedzi odsunął się nieco

- Błędna odpowiedź! - Rynalina rozbiła butelkę. Nadal trzymając szyjkę naczynia już bez korpusu, ale z niebezpiecznymi szklanymi końcami znów przybliżyła się do Drago

- Miałaś jej nie niszczyć! - Dysortograf zirytował się. Po chwili wydawał monosylaby podobne do świszczącego czajnika, a następnie krzyknął

- TY ŁAJZ... - tu urwał. Osunął się na ścianę i po chwili można było tylko usłyszeć odgłosy dosyć głośnego chrapania. Rynalina jeszcze bardziej zbliżyła się do Drago.

- Szybka czy powolna? - Rynalin zapytała się Drago

- Ale co...

- Śmierć, rzecz jasna! - Rynalina wzięła zamach butelką, ale nie trafiła. Drago już tam nie było. Biegał po całym baraku kwicząc i krzycząc wniebogłosy. Był zbyt szybki. Rynalina nie nadążała za śledzeniem Drago. Lecz przyszedł jej do głowy plan

- Drago, to był tylko taki żart! - Rynalina wyrzuciła butelkę i uśmiechając się do Drago powiedziała - Chodź no tu, przepraszam, że cię wystraszyłam.

Drago zaprzestał obłędnej bieganiny i pełen nieufności zbliżył się do Rynaliny. Według jej planu, Drago miał potrząsnąć ręką, aby ona mogła wyprowadzić tak zwany "chwyt precelkowy". Jednakże Drago rzucił się na nią, i wieszając na szyi krzyczał:

- Wybaczam ci! Wybaczam ci!

Rynalina nie zwlekała długo. Szybko zmodyfikowała plan, użyła kilka razy pięści, tudzież długopisu, aby pozbyć się przylepy. Podziałało. Po chwili Drago zwijał się z bólu trzymając się za brzuch, a Rynalina triumfowała. Wonam podszedł cichaczem pod zapas butelek oranżady, a chcąc triumfować niechybnie zbydził Dysortografa. Wydocznie upił się zbytnio, bo błądząc ślepiami krzyczał

- Jam jest Tyrion Fordnig! Jam jbfhztr Fhhbleee... - tu urwał zasypiając ponownie. Wonam zdążył tylko powiedzieć:

- Co do Pani Mieci ma to być! - A następnie zemdlał.


- Lista obecności. Kto jest, a kogo nie ma? - Herc wyciągnął wymięty papier wprost ze "Składu rzeczy zbędnych", jak nazywał swoje kieszenie. Usłyszał tylko słowa "Ja jestem!", lub inne podobne. Pełen zrezygnowania chciał ustanowić jakikolwiek porządek.


- Baaaaaaaaaaaaaaczność! Odliczcie się tam, jak już się ustawicie w szeregu! - Herc zaczął krzyczeć na grupę ludzi, jednakże nic nie zdziałał. Cała ochoczo rozmawiająca ze wszystkimi i o wszystkim grupka nadal gadała jak nakręcona. Wtem przybiegł Konrad, tocząc przed sobą beczkę wypełnioną jakimś płynem. Podbiegł on do Herca i nawiązał rozmowę, gorączkowo gestykulując. Herc w odpowiedzi odepchnął go ręką, powtarzając "Nieważne, kochasiu, nieważne...". Konrad odszedł od grupki ludzi, mrucząc pod nosem. Nienawidził roli recepcjonisty, lokaja, a także sprzątacza i gońca. Oddalił się, po czym zniknął z oczu wszystkim członkom. Sweet z wyrzutem sumienia podeszła do Herca, a następnie krzyknęła:

- TO JA TUTAJ RZĄDZĘ!

- Mam cień wątpliwości, czy to byłoby na miejscu. Proponuję, abym to ja został szefem. Ktoś przeciw? - powiedział W. Podniosły się ręce, ale nie wszystkie. Prawie. Wtem zjawił się Konrad, tocząc drugą beczkę. Można dodać, że miał także torbę, wypełnioną starymi szmatkami. Herc podszedł do niego i rzekł:

- Wystarczy, a teraz pójdź do domy Delty po SamWieszCo. - powiedział Herc.

- To tak wolno?! - Konrad miał wyrzuty sumienia. Zakradać się do cudzego domu i kraść...  w prawdzie to były rzeczy niepotrzebne...

- Bierz, nie gadaj. Sam Delta by to pochwalił. - Herc odgonił Konrada

- Ale.... - Konrad próbował jeszcze coś wtrącić.

- IDŹ! NIE GADAJ, TYLKO IDŹ! - Herc wybuchł.

Wtem nadbiegł Kowboj, będąc przez jakiś czas nieobecny. Rozwinął mapę i zaczął mówić:

- Jeszcze tylko pięć kilometra do portu, aby plan "Ryba piła" został uruchomiony. Robioklez zaraz przyjedzie. Wypożyczył ciężarówkę, w zamian za wywiezienie części śmieci z gospodarstwa. Załadujemy tam beczki, szmaty i inne rzeczy. Might...

- Wiewiórka. - poprawił Wiewiórka

-...załatwi transport ludzi - w skrócie autobus. Po tym jak Might...

- Wiewiórka

-...przyjedzie autobusem pojedziemy do portu. Tam obejmę dowodzenie nad "Rybą". Zrozumiano?!

- Się wie. - Odpowiedziano chórem.


Robioklez jechał ciężarówką podgwizdując. Nie była to zwykła ciężarówka - był to ZIS pamiętający jeszcze czasy wojny. Jakimś cudem jeszcze jeździł. Wtem dojechał do swego celu - zakład "Jan Szrot i syn kompany". Wychylił się przez drzwi od szoferki krzycząc:

- E, kaleka! Złaź, bo będzie zaraz rozładunek!

Maksiu, bo do niego zwracał się Robioklez zrobił niechętną minę. Wprawdzie leżał na stercie złomu, ale dostał koc od Robiokleza. Okazało się, że nie połamał nóg, ale je tylko poobijał. Z wielkim trudem i bólem zszedł z paki. Robioklez cofał się powoli, aż do miejsca, gdzie wisiał spory magnes zawieszony na dźwigu. Operator włączył sprzęt. Powoli wyjmował kawałki metalu - Pralkę, łóżko, piec, samochód, czołg... Koniec. Nareszcie koniec. Lecz, coś dziwnego się stało. Operator dźwigu podniósł także i ciężarówkę. Wielkie ramię dźwigu zaczęło się obracać, aż samochód nie osiągnął małego odgrodzonego od szrotu skrawka ziemi. Postawił tam ciężarówkę, a ludzie z pobliskiego domku wyszli. Wyjęli spod płaszcza pistolety maszynowe, przeładowali i wycelowali w ciężarówkę. Z domku wyszedł mężczyzna, odziany w bogaty płaszcz. Zbliżył się do okna szoferki i rzekł:

- No widzisz? Spotkałeś się ze mną, we własnej osobie. Jam jest... - w tym momencie ktoś włączył dramatyczną muzykę - ...Snurtle! Jashiel! Złoczyńca, nad złoczyńcami! Ktoś, kto zawarł pakt z szatanem - a konkretniej samym wielkim i potężnym Maxwellem!

- Aha. A ja jestem Robioklez i jestem fajny. - powiedział Robioklez nagle ruszając z miejsca.

Koniec części pierwszej.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.