FANDOM


- Żegnaj, nubie! Mwahaha! Mwahahaha! A-hahahaha! Jestem taki zły! Ahahahaha! A-ahahaha! Taki zły! - krzyczał Snurtle wyglądając przez wizjer w spodku. Śmiał się przy tym jak Prusy z Hetalii, tłukł rękami o blat stołu i rzucał ciastkami w okno. Wtem przybiegł wysoki blondyn z niebieskimi oczami, ubrany w niemiecki mundur koloru czarnego. Zaczął mówić on po niemiecku:

- Heil Maxwell! Herr General, melduję, że start udał się wyśmienicie! Gdzie teraz mamy polecieć?

Snurtle na chwilę przerwał swój śmiech, odwrócił się w stronę żołnierza i nakazał:

- Kurs SSE. Lecimy w stronę ichniejszej bazy. Musimy złożyć wizytę kilku moim "przyjaciołom" - tu znów zaczął się śmiać.

- Herr General, trzeba będzie po drodze podładować akumulatory! - zauważył żołnierz

- Oberleutancie Schneider! To konieczne?

- Niestety tak - odezwał się wcześniej wspomniany blondyn.

- Niech to szlag! - krzyknął Snurtle - Herr Sneider, przekaż herr Fritzowi von Maikafer, aby zmienił moje dane. Mój pseudonim niech teraz brzmi... Jasiek.

- Ja wohl, herr general! - krzyknął Schneider.


Maksiu czołgał się w rowie. Miał złamaną nogę. To i tak dobrze, nie każdy przeżywa "wyturlanie" się z samochodu przy wysokiej prędkości. Wtem zauważył listonosza jadącego na motorowerze daleko  na horyzoncie. Postanowił poczekać na niego.

Godzinę później...

Listonosz jedynie nieznacznie przybliżył się w stronę Maksia.


- Nienawidzę imprez - rzekł Herc do W. Impreza trwała dobre już trzy godziny. Wtem do pokoju przybył Ron i I. Usiedli oni sobie obok Herca. W notorycznie patrolował miskę w poszukiwaniu nowej dostawy ciastek, Herc grał na tablecie Rona, a Ron podkradał tanie czasopisma ze stosiku. I spał. Wtem przybiegła Sweet i zapytała się, czy coś wymyślili. Sama miała już powoli dosyć głośnej muzyki i świateł. Wszyscy byli zbyt zajęci, a W zapytał się, czy są jeszcze ciastka. Tego już nie wytrzymała. Ubrała się i wyszła z lokalu. Wtem krzyk przeszył cały budynek. Nikt nie zauważył tego, że Fatgoblin uciekł. Część osób zbiegła, a część została. Ze zdziwieniem stwierdzono, że Fatgoblin się odnalazł. Groził Sweet nożem, mówiąc teksty po węgiersku.

- Zaburzenie dysocjacyjne tożsamości. - odparł W, widząc jego zachowanie.

- Hej, ty! Co tam robisz?! - krzyknął Discord - chodź no na imprę!

- Mit akarsz??!! - krzyknął Goblin

- Ej, no weź, Gobliniusiu! Daj sobie spokój! - krzyknął Ron.

- Nem vagyok Fatgoblin vagyok Mich! - odparł Goblin.

- Ktoś tu umie węgierski? - zapytał się Herc

Sweet powoli podniosła rękę.

- On...on... on mówi, że jest Michem... Ma na imię Mich...

-Nonsens - rzekł I

- Ludzie cierpiący na rozdwojenie jaźni tak mają. - odparł W. Wtem Discord wybiegł na klatkę schodową z wiadrem pełnym zimnej wody i oblał znajdującego się piętro niżej Micha. Nie trafił. Sweet była cała mokra. I wściekła. W furii wyrwała nóż Michowi, uderzyła go parę razy w szczękę i raz w brzuch, założyła mu podwójnego nelsona, a następnie uderzyła go w głowę. Mich padł nieprzytomny. Związała mu ręce jego własnym paskiem. Ciężko dysząc, zaczęła wspinać się po schodach do światków zdarzenia. Wszyscy zdumieni, niektórzy klaskają. Nagle podbiega do niej kilka osób. Pierwszy pyta się I.

- I co on do ciebie mówił?

- Nie chcecie wiedzieć. - Powiedziała Sweet biorąc ciastko z miski. Nikt nie zauważył Rona, który zbiegł na dół, wymachiwał rękami i skakał wokoło Fatgoblina aka Micha.


Maksiu nadal czekał na motorower, mimo, że minęło dobre trzy i pół godziny od kiedy zaczął czekać. Stwierdził, że jest głodny i wyciągnął kanapkę z chlebem.


Spodek zatrzymał się na środku pola. Niemcy rozłożyli coś w stylu paneli słonecznych. Rozłożyli także stolik z parasolem, a przy nim  siedział Jasiek popijając koktail z duriana. Wtem przyszedł Maikafer z nowym dowodem. Zamiast pseudonimu "Jasiek" był Jashiel". Snurtle nie zdzierżył tego. Przewrócił stół, wylewając swój pyszny koktail i zaczął gonić Fritza wyzywając go od nieudacznika i idioty.

Ciąg dalszy nastąpi.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.