FANDOM


Od autora: Oto nowy epizod. Miłego czytania :)

Kolejne dni wędrówki

Pobojowisko po Vargu

-Skoro już nasz cień dołączył do drużyny to może mu powiemy gdzie idziemy? – szepnął Wit.

-On już chyba wie gdzie chcemy iść – odparła Wynter.

-Ale chodzi mi o podziemne przejście. Może tego nie wiedzieć – dodał Wit i podszedł bliżej Wirhte’a.

-Więc tak, zapewne wiesz jaki jest nasz główny cel podróży – rzekł do niego – Ale nie wiesz, gdzie chcemy najpierw iść – przerwał na chwilę – Chcemy iść w podziemia, do jaskiń. Zgadzasz się iść z nami?

-Dopiero co mnie do drużyny przyjęliście. Oczywiście, idę z wami – odparł Writhe.

-Dobrze, bierzemy wszystko co potrzebne i ruszamy w stronę zapadliska. Szybko! – powiedział Wit.

Po zebraniu wszystkich potrzebnych rzeczy ruszyli w wędrówkę. Cały czas podróżowali między różnorakimi drzewami, które mieniły się kolorami zieleni i czerwieni. Writhe potrafił chodzić bardzo szybko i zazwyczaj wyprzedał resztę drużyny. Reszta próbowała nadążyć za szybkością cienia. Po dwóch godzinach wędrówki Wit szybko podszedł do Wrtihe’a i cichym głosem powiedział.

-Najgłupszy pomysł jakikolwiek widziałem. Czy nie przesadziłeś z tym Vargiem? Przecież mogliśmy zginąć, lub co jeszcze gorsze zgubić złotą kulę i ją stracić na zawsze. Czy ty w ogóle przemyślałeś co chciałeś zrobić?

-Ja nie chciałem przyzywać Varga. Chciałem przyzwać do was psy gończe ponieważ są łatwe do pokonania. Ale skończyło się tak jak skończyło. Niestety wszystko nie idzie zawsze po myśli.

-Ok, uratowałeś nas i za to jestem ci wdzięczny. Naprawiłeś swój błąd i dołączyłeś do drużyny – przerwał na chwilę – Dobra idźmy już do tych jaskiń.

Kontynuowali swoją wędrówkę w spokoju. Nic ich nie atakowało, nic nie przerywało marszu. Jedyne co słyszeli to odgłosy śpiewających ptaków, które kryły się w wysokich konarach drzew. Przez dłuższą część podróży szli milcząc, tylko czasami Wit informował jak daleko są od wejścia do jaskini. Po kolejnych godzinach wędrówki wreszcie dotarli na miejsce. Na małym kawałki łąki ujrzeli wielką szarą kupę lekko pokruszonych kamieni. Wit podszedł bliżej i rzekł.

-Musimy to jakoś rozłupać. Writhe, dasz radę to rozwalić swoimi ostrzami?

-Spróbuje, ale niczego nie obiecuje – odparł cień i zabrał się do roboty.

-Ok, Walenty pójdzie po jedzenie – rozkazał Wit - Wynter, ty poszukasz grubych patyków i suchej trawy. Wynthrop, zaś ty pójdziesz poszukać drewna i patyków. Ja pójdę szukać wszystkiego czego się da.

Po wydaniu rozkazów drużyna rozeszła się w swoje strony. Po około godzinie poszukiwań Walenty wrócił pod zapadlisko i rozłożył jedzenie na wcześniej poukładanych liściach.

-Ech, kiepsko ci idzie – rzekł Walenty do Writhe’a – Spróbuj trochę inaczej. Zamiast rozłupywać kamienie u góry, spróbuj rozbić u dołu. Pójdzie wtedy o wiele prościej.

Cień postąpił za radą Walentego. Druga wróciła Wynter trzymająca w rękach masę grubych patyków i trochę suchych liści trawy.

-Widzę że już powoli kończysz – odezwała się – Mam nadzieję że będzie tam coś wartościowego.

Walenty usiadł pod jednym drzew i zaczął rozmyślać. Trzeci wrócił Wynthrop, który zebrał bardzo mało przedmiotów.

-No i co tak na mnie patrzycie? – powiedział – Myślicie że w lesie tak łatwo znajdzie się kłody drewna?

-W lesie? Takie coś jak drewno w lesie nie istnieje – powiedziała z ironią Wynter.

-Ech. No dobra, ale przecież drzewa nie zetnę.

-Nie zetniesz bo nie masz narzędzi – wtrącił się Walenty nadal leżący pod jednym z drzew.

Wynthrop spojrzał na kopiącego Writhe’a.

-Tyle czasu i dopiero tyle wykopałeś? Odsuń się – powiedziawszy z całej siły kopnął stertę głazów, która się szybko przewaliła ujawniając wejście do jaskini – I tak to się robi.

Writhe patrzył zarazem z podziwem i zakłopotaniem na malarza. W tym samym czasie dotarł na miejsce Wit trzymając w ręce długą żółtą linę zwiniętą w koło i dwa małe krzemyki.

-Witajcie z powrotem – rzekł i spojrzał na zebrane materiały – Dobra robota! Powinno wystarczyć na 2-3 dni wędrówki – zwrócił wzrok na otwarte wejście do jaskini otoczone pokruszonymi kamieniami – I widzę że Writhe odblokował wejście do jaskini, nieźle.

-Ekhm, to ja rozłupałem kamienie i odblokowałem nam wejście do jaskini za pomocą wspaniałego buta! – wtrącił się Wynthrop.

-Dobrze, to ty, a raczek twój but – rzekł Wit – Ale przejdźmy do rzeczy. Uplotłem tutaj taką piękną linę, nie pytajcie jak, dzięki której zejdziemy na sam dół jaskini. Kazałem wam przygotować te przedmioty aby stworzyć prymitywne oświetlenie. Zrobimy z nich pochodnie i dopiero zejdziemy na dół. Umiecie robić pochodnię?

-Ja umiem – odparł Walenty.

-Ja nie za bardzo – powiedział Wynthrop.

-Mi nigdy pochodnie nie były potrzebne więc – rzekła Wynter.

-Ja na pewno umiem połączyć patyk z suchą trawą mając ostrza zamiast rąk. Zaraz się biorę do roboty – dodał od siebie Writhe.


-Ech, zaraz was nauczę jak składać pochodnię z patyków i trawy – powiedział Wit i zaczął pokazywać proces tworzenia pochodni.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.