FANDOM


Gobblerowa Przygoda (Część Druga)

Konkursidło : http://pl.dontstarve.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:TheCoolCowboy/Konkursid%C5%82o

Maciek szedł sobie przez polanę, nagle zauważył dużą farmę, akurat był głodny, lecz niestety, wszystko dopiero kiełkowało. Nagle wszystkie nasiona stały się warzywami, nie musiały rosnąć.

-Hm... Kto miał taką moc? - Myślał Maciek - A, wiem! Wickerbottom miała książki!

-Ta łopata jest perfekcyjnie wykonana, dobrze będzie się nią kopać. - Mówiła Wickerbottom

Maciek podszedł do Wickerbottom.

-Indor? Humanoidalny Indor? Niemożliwe, tutejsza natura jest bardzo dziwna!

-Tak, tak. Wiem to, no ale cóż, nikt nie jest idealny!

-Ty... Potrafisz mówić?! To niebywałe!

-Potrafię, dobra, to teraz chcesz mnie przebić włócznią i mam uciekać, tak? Znam ten scenariusz....

-Hmm... To zależy... Możesz mi pomóc w badaniach, być takim.... królikiem doświadczalnym.

-Dobrze, co mam robić?

-Wejdź do tej kapsuły, podłącze ją do mojej nowej maszyny, do końca nie wiem co ona robi, może Cię uśmiercić, ale cóż, powiedziałeś, że to zrobisz.

Maciek wszedł do kapsuły, w tym momencie Wickerbottom wzięła kabel i podłączyła go do niej. W kapsule zaczęły dziać się dziwne rzeczy, lecz Maciek nie zginął, dał radę to przetrwać, po wszystkim wyszedł z kapsuły. Wyglądał inaczej, był podobny do Wolfganga. Był.... Silny.

-Co Ci się stało do diabła?!

-Nie wiem, ale moja latarnia zniknęła, a słono za nią zapłaciłem!

-Dobrze, omówimy to jutro, w pobliżu nie ma żadnych krzaków, ja nie śpię, jestem bezsenna, więc śpiworu Ci nie załatwię, może przeczekasz ze mną?

-No Dobrze....

Nadeszła noc, Wickerbottom zajrzała do skrzyni, opał do ogniska się skończył, ale wtem Maciek zaczął świecić.

-Już wiem, co się stało z moją latarnią....

-No i dobrze! Dzięki Tobie przeżyjemy!

Maciek zaczerwienił się. Następnego dnia poszedł dalej. Szukał jagód, bo był już głodny, nagle zauważył wielkie pole krzaków z jagodami, na środku była pochodnia, wszystkiego pilnowały dwie świnie-strażnicy, krzyczący ciągle "BRONIĆ" lub "ZA KRÓLA!". Maciek korzystając z tego, iż teraz był silniejszy podszedł do świni od tyłu i ją udusił, druga to zauważyła, rozpoczęła się walka. Maciek zabił świnię kilkoma ciosami, teraz wszystkie jagody byłu jego. Zaczął je jeść, gdy zjadł wszystkie poszedł dalej, w końcu natrafił na obóz Willow i Wolfgang'a.

-I wtedy on padł na dechy! - Chwalił się Wolfgang.

-Nie interesuje mie to. - Willow wcale nie interesowała się walkami Wolfgang'a.

-Jestem Maciek, i jestem silniejszy niż ty, Wolfgang'u. To Ja teraz położe Cię na dechy.

-Haha, śmieszne. TO JA JESTEM WOLFGANG I JA JESTEM SILNY! POKONAM CIĘ!

Maciek podszedł do Wolfganga. Długo próbował mu coś zrobić aż w końcu Wykręcił mu rękę. Wtedy kopnął go "tam, gdzie oni nie patrzą". Wolfgang leżał, zemdlał. Willow zaniosła go do namiotu, aby odpoczął. Wtedy Maciek poszedł dalej. Zbliżała się zima, właściwie, właśnie się zaczęła. Wes ubrał się w swoje gorące ubranie.

-To Gobbler, ale widać, że silniejszy! - Wes pomyślał.

-Jest mi zimno. Daj mi to ubranie, bo Ci coś zrobię.

-...

Maciek właśnie miał go uderzyć kiedy Wes uderzył go w twarz, a potem w brzuch. Maciek musiał iść dalej , kiedy było mu zimno, bo Wes mu dokopał, i prawie złamał mu nos. Szedł dalej, i dalej, aż w końcu dotarł do tego samego cmentarza, gdzie kupił od Maxwella latarnię. Na jednym z grobów siedziała... Wendy.

-O! Gobbler! Zabiję go! Będzie fajnie! Choć tu, zabiję Cię!

-M-Mnie? - Gobbler się jąkał.

-A niby kogo? Jasne, że Ciebie! Będzie świetnie! Może dodatkowo przyślę tutaj jeszcze Abigail dzięki Tobie!

-Kto to ta Abigail?

-Moja siostra, dobra, już nic Ci nie powiem, Gobblerze. Tylko mam jedną prośbę...

-Jaką?

-Weź ten nóż, i przebij sobie nim brzuch.

-No chyba Cię Bóg opuścił!

Maciek zdjął z głowy dziewczynki czapkę zimową i zaczął uciekać. Wendy nawet go nie goniła. Maćkowi wreszcie było ciepło, oraz zatrzymał sobie trochę jagód. Szedł, nie patrząc się przed siebie. W końcu coś go zatrzymało, jakby... ściana. Odsunął się trochę i spojrzał, był tam budynek z parkingiem, na górze widniał napis "Maxwell Markt". Przed sklepem wisiała tablica z wywieszonymi obniżkami :

Kurtka z Zimowego Koalefanta

200$/szt

Nie pryskane jagody! 10$/Kg
Latarnia!

120$/Szt

- Coś mało tych obniżek, ździercy, no ale przynajmniej są jagody, dość tanio, kupię ich pół kilograma...


Maciek wszedł do sklepu, na półkach jednak nic nie leżało. Była jedna kasa, przy niej kasjer. Nie odzywał się, był odwrócony tyłem, nagle odwrócił się. Był to Woodie.

-Jakiś kliient? Nie możliwe, już mam halucynacje od przebywania w tym więzieniu.

-Więzieniu? Halucynacje? Jestem Gobblerem, a to jest sklep "Maxwell Markt!"

-Właśnie, w nim zaproponowano mi pracę, ale jakoś nigdy nie skończy mi się zmiana.... Tak bardzo chcę znów ścinać drzewa...

Maciek wziął mlotek leżący na ziemi i rozwalił kasę. Woodie wreszcie był wolny, wyszli razem. Wtedy nagle sklep zniknął. Woodie miał swój stary plecak, oraz Lucy. W plecaku było kilka rzeczy, wystarczyło, aby zrobić ognisko, przy nim oboje się ogrzali. Nagle zaczęło się lato, a zima miała przecież trwać jeszcze 15 dni. Nagle pojawił się Wilson ujeżdżający swego tęczowego Koalefanta. Za nim szło stado. Na reszcie koalefantów były inne postacie, tylko dwa Koalefanty nie miały jeźdźca, Maciek i Woodie szybko wskoczyli na Koalefanty i tak oto wszyscy odjechali o zachodzie słońca.


Koooniec!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.