FANDOM


Dziś nie mam weny na śmieszną historię więc piszę taką ... Ok. zaczynajmy.

Wendy była podekscytowana , kończyła dziś w końcu 10 lat! Wszyscy przygotowywali przyjęcie . Może nie było tortu i prezętów , ale ten dzień był świetną okazą na oderwanie się od smutnej i szarej rzeczywistości, każdy świetnie się bawił.

NASTĘPNEGO DNIA

Chester wył w niebogłosy budząc wszystkich dookoła, siedział przy Wilsoni i lizał mu twarz ,a ten leżał na ziemi niczym drewniana marionetk , której ktoś obcią sznurki. W jego klatce piersiowej , był nóż , a na nim karteczka z napisem

- Dobrze się wczoraj bawiliście , bo ja świetnie zabijając go.

                               - Maxwell

Wendy w tym momęcie rozpłakała się i zaczęła mówić

- To przezemnie ! Powinnam się nigdy nie urodzić !

-Wendy to nie twoja wina - pocieszała ją Wigfrid.

-To tylko moja wina !!- Krzyknęł Wendy i uciekła .

Biegła przez las do małego stawku, przy którym przyklękneła i spojrzała na swoje odbicie.Mówiła przez łzy

-J...jja n...nigdy nie powinnam ... s...się urodzić...- I chlapneła ręką w taflę wody a ta ochlapując jej trzrz mieszała się z łzami .Dziewczyna chwyciła ręką zz głowę i w tym momęcie poczuła kwiatek, przypomniała sobię jak umarła Abygail zaczęł płakać jeszcze głośniej . W tej chwili zobaczyła zbliżającą się Willow

- Hej nie płacz już -Obieła drobną sylwetkę 10-latki.

-to nie twoja wina ...

Po tych słowach dziewczyna zwolniła ucisk i opadała wzdłuż małego ciałka dziewczynki. Na końcu złapała ją za rękę i w bólu wydusiła z siebie

-Ttt...to nie tt...twoja w...wina-Po czym zupełnie puściła Wendy i podobnie jak Wilson poległa na ziemi z nożem, ale wbitym w plecy.

Na choryzącie pojawiła się reszta grupy , podeszli do dziewczyny i Woodie powiedział

-Tego już za wiele trzeba sie pozbyć Maxwella

CND

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.