FANDOM


No właśnie. Skąd on się wziął? "Ale jak to on? Chyba ONI."-myślicie. No dobra. Zaczynam.

Do miasta Willey przyszedł dość nietypowy podróżnik. Dlaczego był nietypowy? Wszyscy mieszkańcy byli niscy, a on wysoki. Byli na "W", a on na "M". Już zdradziłem, kto to. Wy wiecie, że to demon. Ale mieszkańcy tego nie wiedzieli.

Wilson P. Higgsbury majstrował przy swoim nowym wynalazku. Miał sam umieć rozpalać ognisko, na różne podróże, albo na kiełbaski. Pomagała mu przy tym niejaka Wickerbottom i mała dziewczynka Willow, która znała się na ogniu i oceniała jego moc i wytrzymałość. Atmosfera była ponura. Wilson włączył radio, aby włączyć muzyczkę. Radio zagrało: "...i tańczy dla mnie...". Willow wyjęła zapałki, Wickerbottom nakładała płaszcz, a Wilson nie chciał stracić pomocy, więc przełączył program. Wickerbottom wróciła do pracy, a Willow z żalem schowała zapałki. W radiu leciał program informacyjny: "Niejaki Maxwell D. wygrał milion dolarów i kupił wyspę. Jednak właściciel sklepu, mówi, że nikogo takiego nie pamięta. W Willey okradziono skrytkę bankową Wiltona Z. Zginęło milion dolarów i jeden cent". Jakby na zawołanie do domu Wilsona wpadł Wilton. Był umięśnionym i wysportowanym młodzieńcem. Długie blond włosy oraz odważny i miły charakter dawały wrażenie księcia z bajki. Jednak nie wszystko układało sie po jego myśli, tylko dlatego, że był fajny.

-Wilson, Wilson, Wilson!-powiedział podenerwowany.

-Okradli Cię w banku?-zagadnął Wilson.

-Nie...Wpadłem pożyczyć kubek monet.

-Monet? Ale serio cię okradli-odpowiedział na to Wilson. Jego słowa uderzyły w ego Wiltona, jak olbrzymia dzida w małego motyla. Wilton poszedł do łazienki. Chwilę później jego jęki było słychać na drugim końcu miasta.

Było po dwudziestej drugiej, a w mieście obowiązywało, aby po tej godzinie nie wychodzić z domów. Ustalono więc, że Wilton, Wickerbottom i Willow prześpiął się u Wilsona. Tylko, że Wilton nie mógł jęczeć, Wickerbottom przynudzać, a Willow podpalać. Zabieranie dziewczynce zapałek i innych rzeczy do palenia zajęło pół godzin'y'. Akurat były tylko dwa łóżka, więc Wilson spał z Wiltonem, a Wickerbottom z Willow. Przed zaśnięciem całej czwórki padły już teksty takie jak "Dobranoc" i "Człowieku, masz zimne nogi".

Nazajutrz Wilson wyjaśnił Wiltonowi, o co chodzi z kradzieżą w banku. Opowiedział też o wygranej Maxwella. Z tego wynikało, że Maxwell okradł Wiltona. Akurat w lokalnym dzienniku napiano, że Maxwell wyprawia ucztę na plaży z okazji wygranej. Później odpłynie na swoją wyspę małym statkiem. Szybko ustalono plan:

  1. Wilton, Wilson i Willow wproszą się na przyjęcie.
  2. Wilson odwróci uwagę Maxwella, pytając, gdzie jest toaleta.
  3. W tym czasie Willow podpali kawałek garnituru Maxwella (ten punkt wymyśliła Willow).
  4. Kiedy Maxwell pobiegnie ugasić swój garnitur Wilton wsiądzie do jego łódki i pod koniec przyjęcia popłynie z nim.
  5. Na wyspie Wilton wklepie Maxwellowi.

Cztery pierwsze punkty zostały zrealizowane. Jednak kiedy Maxwell i Wilton wysiedli... Pstryk! i Wilton nie może się ruszać, Pstryk! i pojawiają się psy gończe,  Szarp!, Au! i Grrr! i już zostały same kości. Taki był jego makabryczny  koniec.

A tych Wiltonów jest tyle, bo Maxwell sklonował trupy, aby przegonić  niechcianych (czytaj: wszystkich) podróżnych.

P.S. Te słowa zaznaczyłem na grubo, żeby rzucały się w oczy.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.