FANDOM


Bohaterowie znów się obudzili. Było im naprawdę zimno. Nic dziwnego, właśnie trwała zima.

-Gdzie my w ogóle jesteśmy?-spytała Wendy.

-W innym świecie-odpowiedział Stefan

-To było...Czekaj! Mam deja vu! Zrobisz tak jak poprzednio i znajdziesz wszystko?

-No dobra. Ale trzeba znaleźć ci coś ciepłepgo, bo zamarzniesz!

-A ty?

-A widziałaś kiedyś marznącego pająka?

-Nie

-No właśnie!

Stefan zrobił ognisko, oraz powtórzył swój wiekopomny trik z jedwabiem z tyłka i nałapał kilka królików dla Wendy. Ta zrobiła królicze nauszniki. Stefan wział szukającą różdżkę i zaczął iść niewiadomo gdzie. Wendy znów straciła go z oczu. Było słychać szczekanie, skowyt z bólu i... martwą ciszę. Wendy wzięła siekierę i poszła sprawdzić co się dzieje. Zdziwiła się, bo zamiast martwego trupa ujżała Stefana skradającego się. Złapał jakiś przedmiot przypominający ziemniaka i wrócił do Wendy. Poszedł po kolejne 3 rzeczy. Kiedy już ujrzeli dobrze im znaną drewnianą rzecz i stworzeni, Stefan chciał użyć swojej tyłkowo-jedwabnej mocy, jednak nie zrobił tego. Za nim stał Maxwell z lodowym berłem. Stefan był zamrożony.

-Kim jesteś?-spytała Wendy.

-Nie znasz mnie?To ja Maxwell! Witam cie zawsze, kiedy jesteś nieprzytomna.Musisz mnie znać!

-Niby jak mam cię znać, jeśli jestem nieprzytomna. Logika się kłania!

Wendy wzięła nagle królicze nauszniki i rzuciła nimi w Maxwella. Oberwał. Wzięła zamarzniętego Stefana, podeszła do drewnianej rzeczy, w przypadkowy sposób ułożyła inne i czarne ręce juz miały ją zabrać. TYLKO JĄ. Na szczęście Wendy to zrozumiała, uderzyła w lód, Stefan się odmroził i ręce porwały i jego.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.