FANDOM


Na nieznanym morzu płynęła sobie tratwa, była stworzona z drewna jodłowego a na niej siedziała postać z rozczochranymi włosami, zielonymi oczami i co najbardziej się w oczy rzucało, długą brodą. Nie wykazywał on żadnego entuzjazmu, jedynie zmartwienie czy przeżyje, ponieważ już 3 dni płynie tą tratwą. Zapasy żywności dość szybko się kończyły, bo był osobą żarłoczną, a łódka powolutku nasiąkała wodą przez co zanużała się.

Nie był on konstruktorem dlatego łódź wcale nie była stabilnie skonstruowana i mogła się rozlecieć w jednej chwili. Miał duże kłopoty, bał się że nie dopłynie do brzegu, a wie że w morzach żyją złe stwory z którymi lepiej nie mieć do czynienia. Obok niego leżał kask górnika i złoty kilof z którymi nigdy się nie rozdzielał, dostał je jak był mały. W tedy popatrzył na swoje lewe ramię, było wykonane z tulecytu, zębatek i troche z koszmarnego paliwa. Kiedyś pająk to ramię odgryzł mu więc stworzył jego zastępczą wersje. Kiedy tak patrzył na to ramię to przypomniał sobie pierwszą część starożytnej przepowiedni, a brzmiała ona tak:"Jak już wszystkie elementy się uformują, jak już wszystkie kawałki na miejsca swoje wrócą, wszystko zostanie stracone, góry się rozstąpią a rzeki uschną, ostatnia nadzieja zostanie w sercu kręgu magicznego, którego wszystkie dusze zostaną wezwane by otworzyć pradawną szkatułke". Chwile się nad nią zastanawiał i myślał o niej, bowiem szkatułka z tekstu była tuż obok niego. Kiedyś mu przekazano ją, gdy był jeszcze młody to strażnik szkatułki mu ją bo dostrzegł w nim ogromny potencjał który jest odpowiedni do pilnowania szkatułki, a czasu nie pozostało mu wiele. Tak się nad tym zastanawiał że nie spostrzegł zbliżającego się brzegu...

To jest moja pierwsza seria w jaką wydałem i mam nadzieje że wam się spodoba (oceniajcie od 1 do 10).

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.